|
KAŻDY Z NAS JEST INNY
Przyjęło się mniemanie, iż wszyscy ludzie żyją na tym samym świecie. W pewnym sensie, tzw. "obiektywnym" to prawda.
Jednakże w sensie "subiektywnym" - (czyli takim, który mylnie uważa się za normalny "obiektywny") - każdy z nas żyje w swoim (dosłownie swoim) świecie.
Cóż to oznacza i skąd się biorą różnice?
Czynników składających się na takie widzenie jest wiele. Pierwszym jest uznana chyba przez wszystkich różnorodność i zróżnicowanie funkcjonowania organów zmysłów każdego człowieka. Biorąc za punkt wyjściowy nasze podstawowe zmysły wiemy, że nie każdy z nas ma takie same: wzrok, smak, słuch, węch, czucie powierzchniowe (dotyk), odczuwanie ciepła i zimna, czucie głębokie (priopriocecja, kinestezja, wewnętrzne oko), równowaga, czucie bólu (nonycepcja), czucie siebie i własnych emocji, inaczej czucie somatyczne (interocepcja), percepcja czasu. Zmysły, które być może człowiek posiadał kiedyś, lecz zanikły, to: echolokacja, magnetorecepcja, rozpoznawanie siły i kierunku prądu wody, elektrorecepcja. W toku przeprowadzonych wielu eksperymentów, doświadczeń i obserwacji okazuje się, że są wśród nas osoby posiadające zanikłe zmysły, a nawet takie, które trudno opisać.
Wzrok każdego z nas różni się minimalnie zakresem postrzeganych fal widma światła, budowa każdej siatkówki implikuje różnice w szczegółowości obrazu, różnice w budowie soczewki (wypukłość, elastyczność, ewentualne zmętnienia) powodują daleko lub bliskowzroczność, ustawienie gałek względem siebie (normalne, zez zbieżny lub rozbieżny i inne zwyrodnienia) zmieniają percepcję świata zewnętrznego względem naszego ciała.
Podobnie słuch każdego z nas jest odrobinę inny (lepiej słyszymy z bliska lub z daleka), każdy szum lub dodatkowy dźwięk przeszkadza lub nie, położenie źródła dźwięku statyczne lub dynamiczne dają inne wrażenia. Różnice w poziomie słyszalności obu uszu powodują trudność w ustaleniu kierunku dochodzenia dźwięku.
Zmysł węchu jest jednym z bardziej różnicującym ludzi; są ludzie, którzy nie czują nic i tacy, którzy czują najdrobniejsze zapachy z dużej odległości jak pies. Ponadto oprócz wrażliwości na natężenie zapachu istnieje cała gama różnic wrażliwości na rodzaj zapachu.
Podobne różnice występują w przypadku zmysłu dotyku. Ten sam bodziec potrafi być odczuwany przez różnych ludzi na wiele różnych sposobów (delikatne tknięcie, dotyk, nacisk, bolesny ucisk, itd.).
Wiele różnic w odczuwaniu występuje w odczuwaniu smaku - różnice wiążą się z akceptacją jak i jej brakiem w odniesieniu do każdego ze smaków (podobno jest ich pięć: gorzki, słodki, słony, kwaśny i umami), a także z natężeniem każdego z nich (niektóre akceptowalne w określonym nasyceniu są nie do przyjęcia w mniejszym lub większym natężeniu).
Każdy z nas spotkał się ze znajomymi, którym bez przerwy jest gorąco, a inni z kolei cały czas drżą z zimna.
Duże różnice zachodzić mogą w odczuwaniu bólu (ból niewyczuwalny, lekki, dokuczliwy, ogromny, nie do wytrzymania).
Tego rodzaju zróżnicowanie dotyczy także innych zmysłów. Gdy podsumujemy powyższe zakładając przy każdym zmyśle tylko 5-6 różnych wrażeń, które z naszych organów zmysłów docierają do mózgu, to otrzymujemy mieszankę nawet do kilkudziesięciu tysięcy różnych obrazów tego samego zjawiska.
Do tej pory mówimy tylko o wrażeniach somatycznych i zapamiętywanych najpierw w pamięci tymczasowej, następnie utrwalanych w podświadomości. Przypomnieć należy w tym miejscu o odczuciach psychicznych w reakcji na te wrażenia, których różnorodność (odczuć psychicznych) też jest niebagatelna.
Kolejnym czynnikiem jest stan naszego umysłu będącego odbiornikiem tych wrażeń. Nie zawsze nasz umysł jest w tym samym stopniu przygotowany (czasem jest zaskakiwany) do odbioru bodźców z narządów zmysłów, zwłaszcza, gdy wspomnimy o doświadczeniach w tej kwestii (uprzednia znajomość konkretnych wrażeń wraz z reakcjami i okolicznościami). Umysł nasz stara się przyporządkować postrzegany obraz wrażeń do jakiejś kategorii już znanej lub tworzy nową ad hoc. Za każdym razem nawet to samo zdarzenie daje odbiór zbliżony, a nie identyczny. Pamiętać przy tym musimy, iż człowiek jako element Natury "musi" każde zdarzenie ocenić w miarę trafnie jako pozytywne, obojętne czy też negatywne dla organizmu i zaplanować oraz zrealizować odpowiednią reakcję - w razie pomyłki ginie i nie ma następców, czyli nie ma przedłużenia gatunku w naszej postaci.
Następnym czynnikiem, bardzo ważnym jest etap rozwoju osobowości osobnika (dziecko, nastolatek, młody, dorosły, stary) oraz środowisko, w którym ten rozwój się dokonuje lub dokonywał (rodzina, rówieśnicy, żłobek, przedszkole, szkoła, studia, praca, hobby, środki przekazu czyli media, kultura społeczna).
Najmniej docenianym czynnikiem jest czas historyczny, w którym to wszystko się dzieje (starożytność, średniowiecze, początki rewolucji przemysłowej, przedwojnie lub dwudziestolecie międzywojenne, czas wojny, czasy PRL-u, lata przemian społecznych, współczesność). Czas ten nierozerwalnie wiąże się z niewyobrażalnym zróżnicowaniem treści środowiska, jak i wagi wpływu elementów środowiska (wymienionych wyżej) na kształtowanie się osobowości.
Nieobliczalna liczba bodźców, wpływów fizycznych, psychicznych, kulturowych, społecznych powoduje zakodowanie w podświadomości każdego człowieka jego własnego obrazu świata, świata, w którym on żyje. Ponieważ sprawę z tego zdaje sobie, do tego w minimalnym stopniu, naprawdę mikroskopijny ułamek członków społeczności, znakomita większość uważa, że: wszyscy jesteśmy "tacy sami".
W szczególności opinia taka jest wykorzystywana przez środowiska starające się przewodzić życiu publicznemu. Z oczywistych względów tzw. zarządzanie polityką społeczną jest prostsze, gdy członkowie społeczności są "jednakowi", w ten sam sposób reagują na zdarzenia. Po pierwsze, łatwiej jest podawać "recepty" dla wszystkich (przecież jesteśmy podobni), i łatwiej jest krytykować, następnie oznaczać i separować tych, którzy są "odmieńcami', a później staną się "wrogami ludu, społeczeństwa, wreszcie Narodu i Państwa".
Dotyczy ten proces każdego środowiska w skali całego społeczeństwa i w skali najmniejszych jego elementów (np. rodziny), i o ile pokolenia starsze mające różne doświadczenia życiowe potrafią w różnym stopniu przystosowywać się do bieżącej sytuacji, a nawet ją "rozumieć", o tyle młodzi i najmłodsi narażani są na ciągły i narastający stress, którego nie można uniknąć i nie wiedzą, jak się bronić przed nim (teoretycznie najlepszą obroną jest całkowite podporządkowanie się środowisku).
Opisane zjawisko: "każdy z nas jest inny" i do tego w sposób niewyobrażalny dla innych, coraz częściej powoduje wzajemne niezrozumienie siebie jako innych istot, a także niezrozumienie tego, iż jest to zjawisko NATURALNE. Konsekwencją jest uznawanie innych, w szczególności myślących, postępujących inaczej niż tzw. "większość" jako odszczepieńców, odmieńców, nienormalnych, głupich, chorych psychicznie, po prostu wariatów.
Każdy z nas jest inny
|